Lato utraconych
Anna Kańtoch — Literatura

Chłopak powoli skinął głową. A później zbliżył usta do ucha Ostrowskiego i szepnął kilkanaście słów, po których barman zrozumiał, że jego dobra wola nie ma żadnego znaczenia. Unikał kłopotów, ale oto kłopoty znowu znalazły jego.

Poprosił młodego, żeby zaczekał, a sam poszedł na zaplecze wykręcić znajomy numer.

Sierżant Andrzej Nowak zawsze lubił dzieci. Sam wychował trójkę, a pracując jako dzielnicowy, Bóg wie ilu pomógł wyjść na ludzi. Dlatego dał temu chłopakowi dwie minuty, żeby dokończył hamburgera. Dwie minuty, myślał, niczego nie zmienią, a młody przynajmniej będzie miał jakieś miłe wspomnienie, bo sądząc po tempie, w jakim znikał posiłek, ta obrzydliwa buła z mięsem naprawdę mu smakowała.

Czekał więc cierpliwie, podczas gdy o szyby uderzały fale jesiennego deszczu. Bar był już teoretycznie zamknięty i Rafał Ostrowski, ten dziwny barman, który od razu oznajmił, że cokolwiek by się działo, on nie zamierza zeznawać, wycierał właśnie ostatni kufel. Nowak miał wrażenie, że skądś zna jego twarz, ale chwilowo się nad tym nie zastanawiał. Skupił uwagę na chłopaku. Młody beknął cicho, zasłaniając usta, i wytarł ręce w papierową serwetkę.