– Masz jeszcze sos na brodzie – podpowiedział mu sierżant. Dzieciak wymruczał coś, co brzmiało jak przeprosiny, i sięgnął po drugą serwetkę.
– Teraz mnie pan aresztuje? – zapytał, mnąc ją w kulkę i rzucając na zatłuszczony talerz. Sprawiał wrażenie zawstydzonego bardziej popisem obżarstwa niż wcześniejszym wyznaniem.
– Teraz, synu, znajdziemy twoją matkę. A wcześniej jeszcze powiesz mi, jak ci na imię, żebym wiedział, jak się do ciebie zwracać.
Chłopak milczał. Sierżant zastanawiał się już, czy dzieciak nie jest przypadkiem opóźniony, ale chyba nie. W każdym razie oczy miał bystre. Czujne i bystre.
– No więc?
– Jestem Piotrek, ale...
– Ale co? Masz jakąś ksywkę?
Pokręcił głową.
– Kiedyś chyba nazywałem się inaczej. Nie pamiętam jak.
Nowak westchnął.
– Dobra, zostawmy to na razie. Gdzie mieszkasz?
– W Podkowach.
– To jakaś wieś niedaleko?
– Tak, wieś. Chyba. Niedaleko, ale nie wiem dokładnie gdzie.
– Synu, czy ty w ogóle jesteś czegokolwiek pewien? Na przykład że twoja matka naprawdę nie żyje?
– Tak, mówiłem już panu. Zabiłem ją.
– I nie ćpałeś przedtem niczego?
– Nie, ja... Nie.
– A potem?
– Też nie.