Lincoln w Bardo
George Saunders — Literatura

Raz podczas wieczerzy sama z siebie jęła w przytomności kilkorga mych przyjaciół wychwalać me przymioty, mówiąc, żem jest człek zacny, troskliwy, rozumny i łagodny.

Gdyśmy spotkali się wzrokiem, ujrzałem, że mówi szczerze.

Nazajutrz zostawiła mi na biurku liścik. Napisała w nim, że choć nieśmiałość broni jej wyrazić to uczucie mową lub uczynkiem, zaznana ode mnie dobroć przyniosła nader pożądany skutek: jest szczęśliwa i dobrze jej w naszym domu, pragnie zatem, jak to ujęła: „poszerzyć granice naszego wspólnego szczęścia w tej poufałej sferze, która dotąd pozostaje mi obcą”. Poprosiła, abym był jej w tej materii przewodnikiem, tak jak „byłem nim w tylu innych stronach dorosłości”.

List przeczytawszy, na wieczerzę się udałem. Żona ma wręcz promieniała. Wymieniliśmy szczere spojrzenia, na obecność służby nie bacząc, zachwyceni tym, cośmy jakimś cudem zdołali sobie zbudować z jakże nieobiecującego tworzywa.