Jeszcze kilka tygodni temu za podobną niesubordynację kazałby powiesić tego chłystka na drzewie na Hitler Allee. Jeszcze kilka dni temu był tu samowładnym władcą, panem życia i śmierci miliona ludzi. Teraz jednak jego jedynym celem było dostanie się na tę cholerną motorówkę.
– W tych skrzyniach jest dokumentacja niezmiernie ważna dla Rzeszy – spróbował ostatniej szansy.
– Doprawdy? – Oficer skrzywił się ironicznie. – Słyszę to dzisiaj już jakiś dziesiąty raz. Zostaje albo bagaż, albo pan.
– Czego chce ten oficer, kochanie? – Gertruda wychyliła się z samochodu. W jej głosie usłyszał ton paniki.
Tak, stanowczo zbyt długo zwlekał z ucieczką. Wszystko przez te nerwy. Ledwie godzinę temu podczas przygotowywania ewakuacji z jego ukochanej rezydencji na Wyspie Sobieszewskiej inny oficer Wehrmachtu postawił mu podobne ultimatum. Zabronił załadunku cennych mebli gdańskich, rzeźb i obrazów, które Gertruda chciała zabrać ze sobą. A teraz to... Nerwy miał napięte jak postronki. To miasto zawdzięczało mu tak wiele, a teraz traktowało go jak zwykłego dezertera.