– W porządku – powiedział głucho. – Proszę zadbać, aby te walizki trafiły do magazynu sztabu.
– Oczywiście – odpowiedział leutnant. – Tylko pokonamy Ruskich, a potem natychmiast zajmę się pańskim bagażem.
Albert Forster udał, że nie słyszy tej impertynenckiej uwagi. Teraz najważniejsze było, żeby ocalić życie. I nie wpaść w ręce tych Azjatów, którzy zamknęliby go w żelaznej klatce i obnosili po Długim Targu jak zdobyczną małpę. Brylanty i złote monety i tak mieli zaszyte w płaszczach. Wystarczy na początek. A potem powróci po rzeczy cenniejsze...
Przynaglani przez oficera weszli na pokład motorówki. Forster stanął na rufie, aby jak najdłużej widzieć miejsce, nad którym tak długo panował i które przywrócił Rzeszy. Nawet Führer mu wtedy gratulował... Dymy pożarów snuły się jak splątane warkocze nad płonącym miastem. Ze ściśniętym sercem patrzył, jak oddala się brzeg, a wraz z nim strzeliste wieże kościołów i dachy kamieniczek, które były świadkami jego chwały.