Procesja mężczyzn i kobiet składających najbliższym kondolencje rozpoczęła się już o świcie. „Całe szczęście naszykowałam dość kawy w termosie” – pomyślała Maria, po raz kolejny zmieniając pozycję. W tej samej chwili do środka weszła zwarta grupka kobiet z Carmelą na przedzie – Carmela spowita była w granatową sukienkę, włosy upięte miała w kok, a na powiekach grubą czarną kreskę wyrysowaną kredką. Wypięła pierś niczym gwiazda estrady i podeszła do samej trumny, dumna i świadoma spojrzeń, które jak muszki obsiadły ją z każdej strony. Dla zmarłej – pocałunek, dla Marii – uścisk ręki, objęcie dla Roberta: po mistrzowsku odgrywała swoją rolę.
Przedstawienie skradła jej Giovanna, która weszła z impetem do środka i rzuciła się na Annę, obejmując ją i obsypując pocałunkami jej twarz tak długo, że wszyscy obecni zdawali się wyraźnie zawstydzeni.
– Z tej to zawsze była dziwaczka – wymamrotał któryś z gości.
Giovanna wreszcie się wyprostowała, wysunęła pocztówkę spomiędzy piersi, rozłożyła ją i wręczyła Robertowi, który właśnie odpalał kolejnego papierosa.
– Co to takiego? – zapytał, obracając kartonik w dłoniach.
– Przeczytaj – odparła Giovanna, ocierając oczy.