– Podobnie jak wtedy, kiedy masz suche ręce… czasem…
Urwał i zerknął w lusterko. Siedzące z tyłu córki wpatrywały się w niego z ciekawością, ale właściwie nie miał nic więcej do dodania. Na tym kończyła się cała jego dzisiejsza inwencja.
– Mamy zapytać w szkole?
– Nie – odparł czym prędzej. – Pod żadnym pozorem, nie.
– No to o co chodzi?
Przez moment trwała niewygodna cisza.
– Nieważne – rzucił w końcu pod nosem. – Prędzej czy później i tak się dowiecie.
– Ale…
– Raczej później – uciął.
Po kilku minutach zaparkował pod jedną z dwóch szkół podstawowych w Żeromicach. Udało mu się wyrobić w samą porę – co z pewnością byłoby niemożliwe, gdyby nadal mieszkali w Krakowie. Nie potrafił zliczyć godzin spędzonych w korkach między Rynkiem Podgórskim a rondem Matecznego, nie wspominając już o innych wąskich gardłach.