– Na tym etapie to byłaby czysta zgadywanka – zastrzegła Agnieszka, ale widząc wzrok przełożonego, szybko uniosła otwarte dłonie. Spojrzała na technika, ten zaś przez moment się zastanawiał.
– Plamy opadowe wskazują, że minęło od dwóch do czterech godzin – odezwał się. – Pojawiły się też pierwsze insekty, więc i to zdawałoby się potwierdzać ten szacunek… ale nie jestem entomologiem. Więcej dowiemy się, jak go ściągniemy. Jeśli plamy pośmiertne zostaną, to będzie trzeba przyjąć, że jest martwy od co najmniej dziesięciu godzin.
Litman chętnie ściągnąłby sprawiającego upiorne wrażenie biedaka, ale nie miał pojęcia, czy tym samym nie zatarliby jakichś śladów. Znał procedury, przynajmniej na papierze, w tej sytuacji jednak czuł się zupełnie zagubiony. Przestąpił z nogi na nogę, tocząc wzrokiem po pokoju.
– Śmierdzi fajkami – odezwał się niepewnie. – Ktoś tu niedawno palił, więc najwyraźniej…
Urwał, gdyż podkomisarz wyciągnęła z kieszeni paczkę mentoli i obróciła ją w ręce.
– Lepsze to niż wcześniejszy odór – powiedziała.
– Świetnie. Ingerowałaś jeszcze w jakiś sposób w miejsce zdarzenia?
– Poszperałam trochę, bo technicy już wszystko zebrali. Powiedzieli, że możemy szaleć do woli.