Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

Cały budynek został zamknięty, a wokół niego utworzono szczelny kordon. Mieszkańcy z pewnością będą później zgłaszać pretensje o „opieszałość policji” i lamentować, że spóźnili się do pracy, ale podinspektora specjalnie to nie interesowało. Wiedział, że niebawem na śledztwie skupią się wszystkie media, więc wolał grać dokładnie tak, jak mu kazały przepisy. Jako stosunkowo młody policjant z niewielkim stażem pracy mógł okazać się idealnym kozłem ofiarnym, gdyby cokolwiek poszło nie tak.

Marek Litman pewnym krokiem wszedł do mieszkania, po czym zatrzymał się jak rażony piorunem. Potrzebował chwili, by ogarnąć umysłem sytuację. Owszem, widywał tak dantejskie sceny, ale tylko na materiałach szkoleniowych. Albo w horrorach na Netfliksie.

– Co to jest, do kurwy nędzy? – wydusił.

– Jak mówiłam przez telefon, panie inspektorze, moim zdaniem…

– Mówiłaś, że mamy samobójstwo lub morderstwo, wyjątkowo brutalne – uciął. – Ale to… to, do cholery, wygląda, jakby żywcem rozpruł tego człowieka sam Hannibal Lecter.

– Raczej Jigsaw – burknął kryminalistyk.

– Co? – zapytał podinspektor, a następnie potrząsnął głową. – Ustaliliście wstępnie czas zgonu?