Marek odchrząknął, patrząc na paczkę mentoli, która pojawiła się na stole. Policjantka podsunęła mu ją, ale Litman pokręcił głową.
– Jesteś pewna, że to nie samobójstwo? – zapytał.
– Płacą mi za to, żebym nie była – odparła Agnieszka.
– I opierasz się na tym, że katana leży po prawej, a nie po lewej stronie?
– Tak jest – powiedziała kobieta, poprawiając niesforny kosmyk włosów. Również skrzyżowała ręce na stole i zmrużyła oczy. – Oprócz tego ten list zdaje się świadczyć, że ktoś rzuca nam wyzwanie.
– Naoglądałaś się za dużo Detektywa i Alienisty, Oliwka.
Puściła to określenie mimo uszu, podobnie jak płonne próby zakłamania rzeczywistości. Wszystko mieli podane na talerzu, nie było nawet specjalnie się nad czym zastanawiać.
– Chcę wiedzieć dwie rzeczy – odezwał się Marek. – Po pierwsze, czy ten gość dałby radę się zabić w ten sposób. I po drugie, kim jest. Im szybciej mi dostarczysz…