– Dałby radę – wtrącił technik, odrywając się od ściągania odcisków. – Wszystko załatwiła fizyka… przynajmniej jeśli nie liczyć rozciętych bebechów. Pętla zacisnęła się na szyi, linki się napięły i finito. Nie można wykluczyć, że facet był po prostu zdeterminowany albo już kiedyś próbował samobójstwa i tym razem chciał mieć pewność. Takich niedoszłych wbrew pozorom jest dużo. Przy próbach przez zatrucie umiera tylko około dwóch procent. Z tych, którzy tną nadgarstki, ginie tylko jeden na dziesięć, a…
– Okej – uciął Litman. – Niepotrzebny mi wykład.
Spojrzał na siedzącą naprzeciw kobietę, licząc na to, że nie będzie musiał poruszać spraw oczywistych. Jej wyraz twarzy szybko pogrążył jego nadzieję.
– Dopóki nie znajdziesz czegoś jednoznacznie wskazującego na morderstwo, uznaję, że mamy do czynienia z samobójstwem – odezwał się. – Jasne?
– Oczywiście.
– Oliwka…
Nie znosiła tego zdrobnienia, ale za każdym razem, gdy używał go przełożony, przyjmowała je z godnością.
– Tak, panie inspektorze?
– Słyszę przecież, że masz to w dupie.
Policjantka lekko się uśmiechnęła.