Oliwkę bardziej jednak martwiło to, że szpiegowanie oficerów stanowiło wyzwanie, bezczelne i odważne, rzucone opolskiej policji prosto w twarz. Ktokolwiek z nimi igrał, wiedział, co robi.
5:20. Warszawa, ul. Parkowa
Utykający mężczyzna stanął przed willą przy Parkowej, trzymając oburącz łopatę do śniegu. Na moment przestał go odgarniać sprzed podjazdu i podniósł wzrok na budynek. Kojarzył mu się z hacjendami, które pamiętał ze starych westernów. No, może gdyby odjąć tu i ówdzie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, którzy kręcili się po obejściu. Jeden z nich już zdążył się nim zainteresować.
Zamiatacz skinął do niego głową, po czym na powrót zajął się odgarnianiem białego puchu.
Wprawdzie nie miał prawa tego wiedzieć, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że premier za moment opuści swoje włości i pojedzie na Okęcie. Zwykłym, komercyjnym lotem uda się na spotkanie z kanadyjskimi władzami w Toronto.