Tanie państwo. Ludziom podobało się, że sternik polityki wewnętrznej i zewnętrznej jest jak przeciętny człowiek – zamiast latać w przestronnych wnętrzach embraerów czy innych VIP-owskich maszyn, zasiada w rzędach niebieskich siedzeń i ogląda po raz setny stewardesę informującą o tym, jak powinno się zachować w razie niebezpieczeństwa.
Tyle że tym razem nikt ani nic nie przygotuje pasażerów na to, co ich czeka.
Utykający mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, formując białą fałdę obok przejścia, którym premier Hauer przejedzie na wózku w drodze do podstawionego samochodu. Wyciągnął z kieszeni komórkę i sprawdziwszy godzinę, stwierdził, że stanie się to za kilka minut.
Jego zadanie było proste – po tym, jak polityk znajdzie się w rządowym mercedesie citanie, który został przystosowany dla niepełnosprawnego Hauera, zamiatacz wykona krótki telefon. Nie wiedział wiele więcej, bo nie musiał. Nikt mu nie płacił za myślenie ani analizowanie konsekwencji. Miał przekazać informację, iż ładunek jest w drodze, a potem zwijać się czym prędzej z kraju.