Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

Agnieszka mimowolnie się rozejrzała. Sądziła, że to określenie Litmana krąży jedynie po jej wydziale. Zastępca naczelnika dbał o swoją powierzchowność bardziej niż ktokolwiek inny na komendzie, stąd była to ksywka cokolwiek przystająca do rzeczywistości – i może właśnie przez to niedoceniana przez samego zainteresowanego. Raz czy dwa zrobił aferę z tego powodu, przez co „Galant” stał się jeszcze bardziej lotnym określeniem. Osobiście podkomisarz uważała, że pseudonim jest znacznie korzystniejszy niż pieszczotliwe „Oliwka”, które niefortunnie do niej przylgnęło.

– Analizowaliśmy sprawę – odparła.

– A wyglądał, jakby dostał nagłego skurczu jaj – ocenił kryminalistyk. – I co to była za kartka, którą schował do marynarki?

– Nie wiem.

– Sama mu ją dałaś – zaoponował technik. – Chyba nie materiał dowodowy, co?

Oliwka spojrzała na chłopaka z dezaprobatą, przeklinając w duchu całą sytuację.

Morderstwo niezbyt dobrze upozorowane jako samobójstwo to jedno, ale ta kartka to zupełnie co innego. Brudy, jakie się na niej znajdowały, nadawały całkiem nowy wydźwięk tej sprawie. I rzeczywiście, był to pieprzony materiał dowodowy, który Marek Litman bez wahania wyniósł z miejsca zdarzenia.