– Niezbyt. Sprawdziłem dwa najbliższe mieszkania i nic. Jacek Kiedrowski, bo tak się nazywa nieszczęśnik wiszący w pokoju, nie był typem rozmownego człowieka, za jakiego moglibyście go wziąć z powodu zdjęć – odparł Litman, patrząc na grupę mięśniaków. – Sąsiedzi nie widzieli, by ktokolwiek do niego zaglądał. Zakupy zawsze nosił w jednorazówkach, skromne i ewidentnie dla jednej osoby. Burkliwy, niezbyt przyjazny, wedle jednej staruszki nigdy nie powiedział „dzień dobry”, w porywach skinął głową. Z drugiej strony, nigdy nie robił problemów. Żadnych imprez, żadnego dudnienia, nic z tych rzeczy.
Agnieszka spoglądała na zastępcę naczelnika lekko skonsternowana. Dotychczas sądziła, że to jej przypadnie rola głównego dochodzeniowca, ale po tym wywodzie wypadało uznać, że nie będzie prowadziła tej sprawy – Litman najwyraźniej zajął jej miejsce, a ją właśnie odsunął na boczny tor. Mogło być gorzej. Galant nie był w ciemię bity, a sprawa równie dobrze mogła trafić do Prokockiego, z którym Oliwka ścigała się o kolejny awans.