Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

Technik stojący przy zwłokach odwrócił się i podniósł spojrzenie. Wydął usta, wypuszczając powietrze, a potem zlustrował pomieszczenie, jak gdyby dopiero teraz zaczynał analizować sytuację.

– Samobójstwo.

– To? – zapytała Agnieszka. – To wygląda ci na samobójstwo?

– Wiem, na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie jakiejś chorej egzekucji, ale nic z tych rzeczy. Gość zadał sobie trud, to trzeba mu oddać… tyle że nie sposób dopatrzeć się działania osoby trzeciej.

Gdyby nie jego rzeczowy ton, powiedziałaby, że zwyczajnie drze sobie z niej łacha.

– Jesteś pewien? – zapytała, podchodząc do sinego wisielca.

– Mhm – mruknął kryminalistyk. – Może ktoś pomógł mu na pewnym etapie, zanim odebrał sobie życie, nie wiem. Ale na moje oko to dość pewny kandydat na samobójcę.

Podkomisarz skinęła głową, zbliżając się jeszcze o pół kroku. Dalej podejść nie mogła, bo wdepnęłaby we wnętrzności nieszczęśnika. Jego brzuch był rozcięty poziomo na wysokości pępka, a trzewia wypłynęły z wiszącego ciała i rozbryznęły się na podłodze.