Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

– Zajęcia z anatomii miałem dość dawno… – odezwał się technik. – Ale powiedziałbym, że to jelito grube – dodał, wskazując na pofałdowany, pokryty śliską błoną śluzową przewód, który zwisał z ciała.

Agnieszka podniosła wzrok znad bebechów na podłodze.

– Okrężnica – burknęła. – Mniejsza z anatomią. Jak to zrobił?

– Dość wymyślnie, ale w gruncie rzeczy też tradycyjnie – odparł kryminalistyk i lekko się uśmiechnął. Podkomisarz trwała z kamiennym wyrazem twarzy, więc szybko wrócił do służbowego tonu. – Stanął na krześle, umocował pętlę na szyi, a pod policzki włożył żyletki przyczepione do linek, które widzi pani na suficie. Potem skoczył ze stołka, jednocześnie przeciągając sobie ostrzem po brzuchu. I mamy to, co mamy.

Agnieszka spojrzała na twarz oszpeconą makabrycznym uśmiechem. Dwa ostrza rozharatały policzki i obnażyły tylne uzębienie. Wyglądało to tak, jakby nieszczęśnik nie wisiał na pętli zaciśniętej na szyi, ale na dwóch napiętych linkach zwieńczonych żyletkami. Pojedyncze krople krwi skapywały jeszcze z brody, a na nagim ciele widniały zaschnięte, czerwone ślady, ciągnące się w dół.

– Nie dowierza pani, że sam to zrobił? – zapytał kryminalistyk.