Agnieszka zaczęła przerzucać kolejne zdjęcia. Na jednym z nich denat demolował kostkę brukową przy placu Zbawiciela w Warszawie, na innym rzucał czymś w jeden z samochodów stojących nieopodal. W innej scenerii unosił biało-czerwoną flagę z czarnym napisem „KIEDRO”, a na kolejnym zdjęciu palił rosyjską. Najwyraźniej faktycznie potrafił się bawić.
– Zauważyłaś, że na ciele nie ma żadnych tatuaży?
– Nie analizowałam jeszcze trupa tak dokładnie.
– Ja przyjrzałem się chwilę z każdej strony – odparł Marek, krzywiąc się. Przypomniało mu się to, co przez nietrzymające zwieracze znalazło się na podłodze. – Nigdzie najmniejszego tatuażu. Nawet skromnego 88/14.
– 88/14?
– Ósma i ósma litera alfabetu, HH, skrót od heil Hitler – wyjaśnił Litman. – A licząc od tyłu, SS.
– A czternaście?
– Czternaście słów.
– Hm? – mruknęła Agnieszka, przerzucając kolejne zdjęcia.
– Motto białej supremacji ukute przez pewnego Amerykanina – powiedział Marek, siadając w miejscu wcześniej zajmowanym przez technika. – W wolnym przekładzie: musimy zadbać o byt naszych ludzi i przyszłość dla białych dzieci.
– Skąd pan o tym wie? – zapytała Oliwa, patrząc na przełożonego spode łba.