Przez myśl mu przeszło, że ulicę dalej znajduje się ambasada rosyjska. Jako zdrajca, być może tam powinien szukać schronienia. Nie, nie jest zdrajcą. Odtrącił szybko tę myśl, uznając, że wykonał zadanie, którego mógł dokonać ktokolwiek inny. Jeśli nie on, to pierwszy lepszy robotnik z firmy.
Poza tym zależało od niego tylko tyle, by poinformować, czy to właśnie dziś żona pożegna premiera, czy nie. Nie podkładał przecież bomby ani nie wypełniał kabiny trującymi środkami.
Z taką myślą przeciął Gagarina i przeszedł kawałek Sułkowicką. Po lewej ciągnęły się drzewa ogołocone z liści i pokryte śniegiem, po prawej stały zamknięta budka starego kiosku i jakiś podupadły peerelowski budynek. O wpół do szóstej Warszawa powoli budziła się do życia, choć w małej uliczce było jeszcze spokojnie. Zmrok nadal leniwie rozwiewały lampy uliczne. Utykający mężczyzna poprawił poły grubej kurtki, a potem przyspieszył kroku.
Kilka metrów dalej, przy budynku obrośniętym bluszczem, usłyszał jakiś odgłos. Odwrócił się w prawo, ku kilku kontenerom, w ostatniej chwili dostrzegając czarny kształt. Zdążył tylko zrozumieć, że to tłumik pistoletu.
5:35. Opole, ul. Hubala