Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

Oliwa nie odpowiedziała, przykucając przy wnętrznościach leżących na podłodze. Zignorowała te, które nadal pokrywały zwiotczałego penisa i włosy łonowe.

– Z tych fusów nic pani nie wywróży.

– Ze śladów opadowych też nie – odparła. – A mimo to ślęczałeś nad jego pociemniałymi girami, kiedy weszłam. – Podniosła wzrok. – I nie, nie dowierzam. Nie trzeba geniusza, by zobaczyć, że ten facet sam się nie zabił.

– Czasem samobójstwo jest tylko samobójstwem, droga pani komisarz. Jakkolwiek makabrycznie by wyglądało.

Popatrzyła na niego spode łba i wyciągnęła paczkę mentolowych marlboro. Czekała, aż któryś z techników zaoponuje, ale tylko machnęli ręką, oznajmiając, że ściągnięto ich tu w środku nocy i zebrali już ślady osmologiczne.

– Gdyby ktoś chciał cokolwiek upozorować, po prostu powiesiłby tego faceta – dodał kryminalistyk. – Nie rozcinałby mu przy tym gęby i bandziocha.

Agnieszka wypuściła dym w kierunku ciała, a potem rzuciła paczkę technikowi. Ten wziął papierosa dla siebie i oddał ją podkomisarz.

– Brak śladów włamania? – zapytała.

– Brak. Nie zauważyłem też niczego, co świadczyłoby, że umarlak miał w ostatnim czasie jakiegokolwiek gościa.

– I nie ma żadnych śladów walki? – zapytała.