Technik czym prędzej kiwnął głową, a Marek odetchnął w duchu. Zasadniczo bezpośredni rozkaz mógł wydać jedynie Agnieszce – i nie miał wątpliwości, że ta postąpi zgodnie z wytycznymi – chłopak to jednak zupełnie inna kwestia. Problematyczna.
Nie znał go, nie wiedział, jak zareaguje na to, że Marek zwyczajnie wyniósł dowody. Groziło mu za to nie tylko wylecenie z pracy, ale też zarzuty prawnokarne.
– Może pan na mnie liczyć – zapewnił go Czantyr.
Było to tyle warte, co parasolka w słoneczny dzień, ale pogoda mogła się przecież zmienić.
– Cieszę się – odparł Litman. – A teraz wróćmy do konkretów. Znalazłeś coś na temat tego Kiedrowskiego?
– Niewiele – powiedział technik, kładąc tablet na biurku. Przesunąwszy palcem po ekranie, kontynuował: – Jacków Kiedrowskich jest sporo, ale żaden niepodobny do tego, który odpoczywa pod sufitem w pokoju obok. Na jego temat nie ma nic poza tym, że studiował… a raczej próbował studiować w Nysie. Ktoś oznaczył go na zdjęciu na Facebooku, choć sam Kiedro konta nie miał.
– I to wszystko?
– Spodziewał się pan, że trafię na jakiś wykaz kryptonazioli? Albo zapytam Międlara, czy go przypadkiem nie zna?
– Spodziewałem się jakichś konkretów.