Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

– To może warto zadzwonić do premiera.

– Albo przeszukać dogłębniej sieć – zauważył Marek. – Tacy jak on lubią głosić swoje poglądy, brać udział w wiecach i tak dalej.

– Może ten jest nieśmiały. Przejrzałem bimbalion wyników w Google’u.

– Dajmy temu spokój – wtrąciła Agnieszka, czując, że ta rozmowa zmierza donikąd. – Najważniejsze, że to nie żadna wschodząca gwiazda polskiej polityki.

Cyryl skinął głową, a potem zabrał tablet i wrócił do przeczesywania meandrów sieci. Uznał, że Kiedrowski być może propagował swoją ideologię pod pseudonimem lub fałszywym nazwiskiem.

Oliwa spojrzała pytająco na swojego przełożonego, czekając na rozkazy. Powinni dowiedzieć się, gdzie jest prokurator, a potem zawczasu wyłączyć komputer ofiary – ewentualnie wywietrzyć dym, bo to zapewne też rozsierdzi oskarżyciela. Nie wspominając o tym, że zgodnie z procedurą było kilka innych rzeczy do odbębnienia. Marek jednak patrzył za okno, wciąż się nad czymś namyślając.

– Co robimy, panie inspektorze? – ponagliła go Agnieszka.

Potrząsnął głową.

– W tej chwili…

– Bingo – przerwał mu Cyryl. – Nie uwierzycie, gdzie jest ten umarlak.

– W sejmie? – mruknął Litman.

– Gorzej. Na społecznościowym cmentarzysku.

– Czyli?