Marek i Agnieszka nachylili się.
– Jacek Kiedrowski, data zaginięcia: piąty lipca dwa tysiące dwunastego. Miał wtedy osiemnaście lat. Na zdjęciu wygląda jak nie on, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę długie włosy i zarost. Dodam, że mając dopiero osiemnastkę na karku, też chciałem mieć tak kurewsko gęstą brodę. I fryzurę à la wczesny Nergal.
Litman wbijał wzrok w chłopaka, nie dowierzając, że to ten sam, który widnieje na zdjęciach.
– Jesteś pewien? Mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby…
– To on, bez wątpienia.
Marek przyjrzał się twarzy.
– Jest tu jakiś namiar na rodzinę? – spytał.
– Nie ujawniają numeru. Dzwoni się do Itaki, podaje numer sprawy i…
– Oliwka, zajmij się tym. Dowiedz się, czego możesz, a ja tymczasem rozeznam się w sytuacji na górze – uciął podinspektor. – Może uda mi się złapać kogoś rozsądnego w Warszawie, mam kilku znajomych w MSW. Bierzemy się do roboty.
5:40. Kraków, ul. Orkana