Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

– Opolskiej? Czego ode mnie chcecie? – zapytała Kiedrowska, tocząc wzrokiem ku sypialni. Miała nadzieję, że gość się zabezpieczył albo w porę wyjął. I że był choćby trochę przystojny. Przesunęła po stole paczkę czerwonych LD, po czym zapaliła jednego. Przydałoby się do tego coś przegryźć. Szybko spławi policjantkę, a następnie usmaży jakieś jajka na dobry początek dnia.

– Proszę wybaczyć, że będę mówić wprost, ale…

– No dawaj – wtrąciła Kiedrowska. – Bez pierdolenia, czego chcecie?

– Znaleźliśmy pani syna.

Zaległo długie milczenie. Papieros zdążył dopalić się do jednej trzeciej pomiędzy palcami Izabeli. Potrząsnęła głową i porządnie się sztachnęła.

– Jak to?

– Niestety z przykrością muszę poinformować, że…

– Że nie znaleźliście mojego syna, tylko jego ciało – przerwała Kiedrowska.

Na dobre nie rozumiała własnych słów, co dopiero tego, co mówiła policjantka. Mimo to poczuła łzy na policzkach.

Otarła twarz, po czym usłyszawszy kroki, odwróciła się w kierunku progu. Niewidzącym wzrokiem spojrzała na swojego przygodnego kochanka, który oparł się o ścianę i drapał po jajach. Popatrzył na piwo, potem na papierosa, a ostatecznie skinął głową.