Lot 202
Remigiusz Mróz — Literatura

– Niech będzie i ciąg dalszy – odezwał się. – I tak nie mogę spać, bo nadajesz. Ki chuj dzwoni o tej porze?

– Policja.

– Co? – zapytał mężczyzna, cofając się w kierunku sypialni. Patrzył na Izabelę badawczo, zapewne zastanawiając się, czy nie wypadałoby ulotnić się z miejsca zdarzenia. W końcu wszedł do sypialni i zaczął naciągać spodnie.

Kiedrowska pochyliła się nad stołem z komórką przy uchu.

– Jak… jak to się stało? – wydukała.

– Niestety nie mogę udzielić pani szczegółowych informacji przez telefon, ale dowie się pani wszystkiego po…

– Bzdury – ucięła Izabela. – Pierdolisz zwykłe bzdury.

– Będziemy potrzebowali, żeby pani formalnie potwierdziła tożsamość, a następnie…

– Już możemy to załatwić – odparła pijaczka i zawiesiła głos, tocząc wzrokiem po kuchni. Pociągnęła łyk piwa. – Mój syn miał bliznę po oparzeniu na prawej stopie, kiedyś przypadkowo wylał na siebie wrzątek.

Cisza.

– Dotarło do pani, co mówię?

– Proszę poczekać.

Izabela słyszała głosy dwóch facetów po drugiej stronie linii, ale mimo skupienia nie mogła rozszyfrować słów. Tymczasem jej nocny gość zdążył już narzucić na siebie T-shirt i bluzę.

– Dzięki – powiedział na odchodnym. – Jakby co, zdzwonimy się.