Nie odpowiadając, przeszła dalej. Mieszkanie nie było duże, raptem dwupokojowe. Drugie pomieszczenie najpewniej służyło jako gabinet połączony z sypialnią – na niewielkim biurku tkwiły laptop, myszka, trochę papierów, tuż za nim zaś znajdowało się łóżko. Agnieszka spojrzała na blat i dostrzegła coś, czego się nie spodziewała.
Uśmiechnęła się lekko. Pięknie.
Wróciwszy do salonu, znacząco odchrząknęła.
– Znalazła pani sprawcę? – zapytał półgębkiem mężczyzna.
– Jeszcze nie. Ale ustaliłam, że pański samobójca najwyraźniej nie lubił korzystać z touchpada. Używał myszki.
– Fascynujące.
– Nie, fascynujące jest to, że znajduje się ona po lewej stronie laptopa.
– Słucham?
– Ofiara była leworęczna – odparła Agnieszka, podchodząc do zwisających z sufitu zwłok, po czym obróciła się do nich plecami. Uniosła lewą rękę i przeciągnęła nią wzdłuż brzucha, jakby wykonywała cesarskie cięcie. – Gdyby ten facet sam rozciął sobie trzewia, katana leżałaby po lewej stronie. Leży jednak po prawej.
Kryminalistyk wykonał ruch, jakby podrzynał sobie gardło. Spojrzał na zakrwawione ostrze, bledniejąc na twarzy.
– O kurwa… – skwitował.