Jan Borowski zdawał sobie sprawę, że jest pedofilem. To, co robił dzieciom, było obrzydliwe, powodowało u niego torsje. Czuł do siebie obrzydzenie za każdym razem, gdy spojrzał na jakieś dziecko inaczej, niż jest to akceptowalne w społeczeństwie.
Cóż z tego jednak, że wiedział, iż dopuszcza się czynów, za które grozi nie tylko kara pozbawienia wolności, ale też społeczny ostracyzm, skoro kilka dni, kilka tygodni później znowu pojawiały się jego chore żądze?
Usiadł na łóżku i zastanawiał się, czy da radę z całej sprawy wyjść obronną ręką. Poprzednio udało się wszystko zatuszować, ale teraz sytuacja była trudniejsza. Doszło do gwałtu i ktoś może zauważyć dziwne zachowanie chłopca. Jan miał nadzieję, że Tomek dochowa tajemnicy i nikomu nie powie, co zaszło w nocy. Jak to wyjdzie na jaw, zaczną się problemy. Zaczął się martwić.
Nie chciał teraz zachodzić do sali, gdzie spał zgwałcony przez niego chłopiec. Porozmawia z nim rano i ponownie go zastraszy.