Oboje z żoną siedzieli na niewygodnych plastikowych krzesłach Komendy Powiatowej Policji w Sinicach. W pomieszczeniu było gorąco i duszno, a spod parapetu wydobywało się irytujące syczenie grzejnika odkręconego na najwyższą temperaturę. Lekarz odciągnął od szyi czarny sweter, próbując złapać oddech. Powietrze pachniało mieszaniną woni taniej wody kolońskiej i odgrzewanej zupy. Zrobiło mu się słabo, czoło zrosiły krople potu. Przez moment miał ochotę wypić duszkiem wodę przyniesioną przez funkcjonariusza, ale powściągnął pragnienie i skupił uwagę na tym, po co tu przyszedł.
– Moja córka wyszła przed dziesiątą do kościoła – kontynuował. – Nie wróciła do domu na obiad, na który się umawialiśmy, ani tak, byśmy zdążyli odwieźć ją na pociąg do Warszawy, do której planowała dziś wrócić. Zostawiła walizkę i komputer. Ma wyłączony telefon, nikt nie wie, dokąd mogła pójść, a jej znajomi twierdzą, że wczoraj w pizzerii Vegas zaczepiali ją jacyś obcy mężczyźni. To dla pana mało?! – wyrzucił z siebie.