Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Komisarz Krzysztof Lipski uniósł dłonie w uspokajającym geście. Wyglądał na człowieka, który odbył wcześniej wiele podobnych rozmów. Na jego przystojnej, acz zmęczonej twarzy, którą znaczyły igiełki świeżego zarostu, malował się zagadkowy wyraz. Doktor Jarosz odnalazł w nim niepokój podobny do tego, który trawił jego wnętrzności. Policjant podciągnął rękawy koszuli, odsłaniając silne ręce poprzecinane arteriami żył, a następnie nachylił się w stronę rozmówców.

– Mówię tylko, że minęło dopiero kilka godzin i powinni państwo spróbować nieco ochłonąć. Dla własnego dobra. Jest młoda, mogła się z kimś spotkać, zagadać.

– Przecież tłumaczę…

– Nie skończyłem – uciął ostro policjant. – Za chwilę przyjmę zawiadomienie o zaginięciu. Wiem, że się państwo martwicie, to zrozumiałe, ale wpadanie w panikę i wyobrażanie sobie najgorszego naprawdę w niczym nie pomogą. Jeśli chcecie odnaleźć córkę, musimy współpracować, a to będzie możliwe dopiero wtedy, gdy przestanie pan na mnie pokrzykiwać. Czy wyrażam się jasno?