Urszula Jarosz, która dotychczas ocierała łzy zmiętą chusteczką, zastygła z dłonią przyciśniętą do policzka i przytaknęła jak grzeczna uczennica przywołana do porządku. Jej mąż tymczasem popatrzył wyzywająco na komisarza, ale ostatecznie skapitulował. Nabrał tchu, po czym odchrząknął i zapytał:
– Dobrze, to co w takim razie mamy robić?
– Zacznijmy od daty i miejsca urodzenia Alicji – oznajmił Lipski, sięgając po kwestionariusz i długopis.
Zadawał kolejne pytania, a rodzice nastolatki na przemian udzielali informacji. Mówił głównie ojciec, ponieważ kobiecie głos coraz częściej wiązł w gardle. Wspominanie znamion i blizn na ciele córki sprawiało, że Urszula czuła, jakby coś ciężkiego rosło jej w piersi. Wspólnymi siłami opisali strój, jaki Alicja miała na sobie, wychodząc do kościoła: dżinsy, niebieską pikowaną kurtkę z kapturem i czarne, skórzane trapery.