Położyła na stole dłonie, a wtedy Urszula zarejestrowała, że dwa paznokcie jej lewej ręki i skóra wokół nich zostały pomalowane mazakiem o krzykliwym różowym kolorze. Policjantka dostrzegła ciekawość kobiety i skrępowana rozciągnęła usta w bladym uśmiechu. „Córka” – wyszeptały niemo jej wargi, na co Jarosz skinęła głową ze zrozumieniem.
– Zaginęła dziewiętnastolatka. Na co dzień studiuje w Warszawie. Przyjechała do rodziców na weekend, wyszła do kościoła kwadrans przed dziesiątą i od tamtej pory nie ma z nią kontaktu – zrelacjonował Lipski.
Sowińska zmarszczyła brwi.
– Jak opisaliby państwo jej stan, gdy wychodziła z domu? – zapytała.
Urszula wbiła szczupłe palce w ramię męża, pochyliła głowę i zaczęła skubać rąbek sukienki, jakby to wszystko ją przerastało.
– Wydawało się, że miała dobry nastrój – wyjaśnił doktor Jarosz. – Choć była może nieco bardziej zmęczona i niewyspana niż zwykle. Poprzedniego dnia obchodziła urodziny i sporo się działo. Najpierw świętowaliśmy razem w restauracji, dostała prezenty, były też tort i świeczki, a wieczorem wyszła do knajpy ze znajomymi i z tego, co wiem, wróciła dosyć późno.
– O której? – chciał wiedzieć komisarz.