Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

– Nie jestem pewien. Musiało być jakoś koło drugiej. – Lekarz z namysłem potarł skroń. – Położyliśmy się już wtedy do łóżka. Niedługo po pierwszej, kiedy gasiłem lampkę i odkładałem książkę, Alicji jeszcze nie było. Słyszałbym, gdyby wchodziła.

– Może nie wróciła na noc do domu?

– Nie, mój syn Kuba przebudził się, gdy zamykała drzwi do swojego pokoju. Zamek od dawna szwankuje i żeby je domknąć, trzeba porządnie trzasnąć. Mieliśmy go naprawić, ale córka wyjechała na studia i nie było potrzeby się tym zajmować.

Mężczyzna delikatnie ujął żonę za rękę i posłał jej pokrzepiający uśmiech. Krzysztof Lipski obserwował, jak lekarz głaszcze palcami drobną dłoń Urszuli, zdającą się niknąć w jego silnej męskiej dłoni. Było w tym geście coś tak intymnego, że policjant poczuł się nieswojo. Odwrócił wzrok, a następnie uderzył końcówką długopisu w leżącą przed nim kartkę i podkreślił kilka zdań w notatkach. Funkcjonariuszka zerknęła mu przez ramię, po czym z troską zwróciła się do rodziców dziewczyny:

– Czy mogą państwo dokładnie opisać wasz dzisiejszy poranek? Może doszło do jakichś nieporozumień albo wydarzyło się coś szczególnego?