Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

– Nie, nic takiego nie miało miejsca – odparła Urszula, przecząco kręcąc głową. – Rano przygotowałam śniadanie, a potem zajrzałam do Ali, bo myślałam, że zje z nami i wybierzemy się razem do kościoła, jak zwykle. Ale córka zawołała spod kołdry, że jest zmęczona, musi odespać i pójdzie sama na kolejną mszę, więc zostawiłam ją w spokoju.

– Co wydarzyło się później? – dopytał komisarz.

– Pojechaliśmy bez niej. Ja, mąż i Kuba, młodszy brat Ali. Kiedy wróciliśmy, córka była już ubrana. Zbiegła z góry, przywitała się, w pośpiechu wypiła kefir, a potem krzyknęła, że leci, narzuciła kurtkę i wyszła. – Kąciki ust kobiety drgnęły na to wspomnienie, jej wzrok zasnuł się mgłą, jakby znów patrzyła na nastolatkę. – Zdążyłam jej tylko przypomnieć, że obiad będzie o pierwszej.

– Planowała gdzieś iść po mszy? Odwiedzić kogoś? Może była z kimś umówiona?

– Nic mi o tym nie wiadomo.

Krzysztof Lipski zapisał te informacje, a następnie przesunął wzrokiem po matce dziewczyny, która nerwowo kręciła obrączką na palcu.

– Czy w ostatnich dniach wydarzyło się coś, co mogło wpłynąć na jej zachowanie? Miała jakieś problemy? Czymś się martwiła? – Szukał punktu zaczepienia.

Bogdan Jarosz zamrugał i westchnął.