Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Policjant zerknął na zdjęcie Alicji Jarosz, które jej matka położyła trzęsącą się ręką na blacie biurka. Zaczęło oplatać go przeczucie, bliskie pewności i lepkie jak pajęcza sieć, że ta dziewczyna nigdy się nie odnajdzie. Ofiara idealna, szepnął cichy głos w głowie funkcjonariusza. Taka, którą kochają media, widzowie utożsamiają się z nią i nie spoczną, dopóki nie poznają wyjaśnienia zagadki jej zaginięcia.

Komisarz poprawił się na krześle, by strząsnąć z siebie to nieprzyjemne wrażenie, ale ono nie odpuszczało. Wiedział, że tego typu sprawy są jak kamień uwierający w bucie. Kiedy do zaginięcia dochodzi w miejscu uznawanym dotychczas za bezpieczne, ludzie pragną zrozumieć, co się stało, i zyskać pewność, że nie spotka ich podobny los. Tyle tylko, że w tej okolicy na przestrzeni minionych ośmiu lat zaginęły już trzy inne osoby. Wprawdzie istniały racjonalne przesłanki za tym, że poszukiwani wyjechali z własnej inicjatywy, ale Lipski wiedział, że gdy tylko mieszkańcy poznają historię Alicji Jarosz, w Sinicach i okolicy zapanuje histeria.