Szczególnie że rankiem, gdy jechał na komendę, nad łąkami unosiła się mgła. Taka sama jak ta, która spowijała miasto przy wszystkich poprzednich zaginięciach. Gęsta i nieprzenikniona. Ta, która mąciła w głowach i wiodła na zatracenie.
*
Kiedy Jaroszowie opuścili pokój, śledczy podeszli do okna skrytego za pożółkłą firanką i przez moment w ciszy podążali wzrokiem za rodzicami nastolatki wychodzącymi z budynku na betonowy parking przed komendą. Aspirantka, uderzając komórką o dłoń, obserwowała, jak postawny lekarz obejmuje żonę ramieniem, a później otwiera jej drzwi i pomaga zająć miejsce w lśniącym mercedesie.
– I co o tym myślisz? – zapytał Lipski, gdy światła pozycyjne limuzyny rozbłysły czerwienią.
– Według mnie dziewczyna może mieć jakieś problemy, o których nie chce im powiedzieć – odparła Sowińska, otwierając w telefonie aplikację Facebooka. Wyszukała konto zaginionej i zaczęła je przeglądać. – Zauważyłeś, jak bardzo oni ją idealizują? Dobra córka, pilna studentka. Takim ludziom najtrudniej jest przyznać się do słabości. Stają się zakładnikami swojego wizerunku.
Komisarz mruknął, jakby się nad tym zastanawiał. Podszedł do biurka i chwycił w dłoń czerwoną piłeczkę antystresową.