Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Nabrała tchu i ruszyła przed siebie, a echo szczęku metalowej bramki, która zatrzasnęła się za jej plecami, zmąciło panującą ciszę.

Kobieta minęła drewniany dom, pomalowany zieloną farbą, i chwilę później przykucnęła obok bramy wjazdowej prowadzącej na zagracone podwórko. Na wyłysiałym trawniku poniewierały się psie zabawki. Poszarpane pluszaki i gumowy kurczak z odgryzioną nogą. Odwróciła wzrok od tego pobojowiska, by zawiązać sznurówkę, a wtedy z budy wyskoczyły dwa zaniedbane kundle. Na widok intruza przy swojej posesji zaczęły głośno ujadać. Podbiegły do bramy, szczerząc kły i nerwowo podskakując.

– No dalej – syknęła, jakby się z nimi drażniła.

Ruchy kobiety stały się gorączkowe. Sznurówka jak na złość wymykała się jej rozedrganym palcom. Nagle drzwi domu skrzypnęły i wyjrzała zza nich głowa zwabionego hałasami mężczyzny z papierosem w ustach.

– Dzień dobry – mruknął, zbadawszy wzrokiem otoczenie, na co kobieta odpowiedziała nieśmiałym skinieniem. – Do budy! – zawołał jeszcze w stronę rozszczekanych psów, strzepując popiół na ganek, po czym odwrócił się i zniknął we wnętrzu budynku.