Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Kobieta otarła wilgoć znad górnej wargi, pospiesznie wetknęła w uszy słuchawki i uruchomiła ostatnio odtwarzaną playlistę. Byle nie myśleć, byle zagłuszyć pęczniejący w trzewiach strach. Pod kaptur kurtki wpłynęły dźwięki gitary, a po nich słowa piosenki, w której refrenie wokalista śpiewał „Oh, baby, baby, it’s a wild world”, ostrzegając przed złem będącym częścią tego świata. Dłonie kobiety zacisnęły się w pięści. Ukryła je w kieszeniach, wbijając spojrzenie w pozdzierane czubki czarnych traperów, po czym skręciła w stronę mostu tonącego we mgle.

Kładka sprawiała wrażenie zawieszonej w nicości. Kobieta przystanęła, patrząc w biel, jakby rozważała jeszcze obranie innej drogi. Wciągnęła w nozdrza mokre powietrze i podjęła decyzję. Wykonała nieśmiały krok, a po nim następny i kolejny. Wchodząc w obejmującą ją ciasno wilgoć, czuła, jakby wkraczała do innego świata. Takiego, do którego musi się udać i z którego nie będzie już powrotu. Jej sylwetka powoli zatapiała się w ulotnej bieli, aż wreszcie zniknęła całkowicie.