– Poradzę sobie – ucięła, rzucając mu wymowne spojrzenie. – Kurczę, wiesz, że to będzie zakwalifikowane do trzeciego poziomu? Jest dorosła, zdolna do samodzielnej egzystencji, nie choruje, nie leczy się psychiatrycznie, pogoda jest dobra i nic nie wskazuje na bezpośrednie zagrożenie życia. Jej rodzice myślą, że będziemy teraz przeczesywać pół świata, a przecież stary się na to nie zgodzi. – Zmartwiona zaczęła ścierać ślady mazaka z płytki paznokciowej.
Lipski przerzucił piłeczkę z ręki do ręki, po czym zatrzymał się i z palcem uniesionym w górę powiedział:
– Niekoniecznie. Wydaje mi się, że Bogdan Jarosz chadzał niegdyś na polowania z naszym komendantem i nie wiem, czy nie operował jego córki. Jeśli rodzice dziewczyny zrobią dym, stary może się ugiąć. Zobaczymy.
Weronika przyznała mu rację. We wspomnieniach wróciły do niej twarze innych, którzy przepadli bez wieści, gdy miasto spowijała gęsta biała zawiesina.
– Nie martwi cię fakt, że to kolejna nastolatka, która zniknęła w mglisty dzień? – rzuciła.
Zaskoczony nagłym pytaniem Krzysztof upuścił gumową piłeczkę, a ta potoczyła się wprost pod jego biurko.