– Trzeba będzie zbadać drogę z jej domu do kościoła. Sprawdzić rowy. Dam znać dyżurnemu, by wysłał tam patrole, i dołączę do nich, jak tylko skończę w domu Jaroszów. – Zamyśliła się. – A co, jeśli nabroiła na tyle, by wpaść na jakiś głupi pomysł?
Komisarz zmarszczył brwi.
– Mówisz o samobójstwie? Nie wydaje mi się. Ich rodzina jest bardzo wierząca, co tydzień zajmują pierwsze ławki w kościele. Nie sądzę, żeby ktoś taki targnął się na swoje życie. Zresztą słyszałaś, co mówili Jaroszowie, nie miała skłonności samobójczych.
– Może, ale znasz to przysłowie: „Jak trwoga to do Boga”. A Kościół przyciąga nie tylko wierzących, ale też zdesperowanych i tych, którzy cierpią.
Krzysztof Lipski złapał zdjęcie leżące na stole i wskazał palcem rozciągnięte w szerokim uśmiechu usta nastolatki.
– Spójrz na nią. Nie wygląda, jakby była smutna.
Weronika wzięła od niego fotografię, bo nagle coś ją w niej uderzyło.
– Teraz nie, ale gdy przyjrzysz się dokładnie… – zasłoniła dłonią dolną połowę zdjęcia, tak że widać było twarz Alicji od nosa w górę – …zauważysz, że jej oczy pozostają bez wyrazu. Trochę jak u lalki, a śmieją się tylko usta. To nie jest prawdziwa radość, według mnie ona udaje.