Poirytowana zaczęła lustrować spojrzeniem korytarz. Badała kurtki na wieszaku, buty ustawione w równym rządku na wycieraczce pokrytej drobinkami suchej ziemi i ozdobny stojak na parasole.
Kiedy płacz kobiety nieco ucichł, a w sieni słychać było już głównie siąkanie nosem, Łukasz Maćkowiak podniósł z podłogi klamrę do włosów i podał ją Jaroszowi. Mężczyzna podziękował, a następnie, obejmując plecy żony, powoli pomógł jej wstać.
– Zaparzę ci herbaty – zaproponował, ocierając wilgoć z policzków Urszuli, która ledwie zauważalnie kiwnęła głową, po czym zwrócił się do funkcjonariuszy: – Przepraszam za to… – Zerknął na żonę i dodał ściszonym głosem: – Ula niedawno straciła ojca. Zmarł nagle na zawał. Jeszcze się z tego nie otrząsnęła, a teraz ta sytuacja z Alicją… – Urwał, ze smutkiem kręcąc głową.
– W porządku, to zrozumiałe – zapewniła Weronika.
Lekarz przełknął ślinę.
– Pokój Ali jest na górze. Mój syn, Kuba, czeka tam na państwa i pokaże wszystko, co trzeba. Ja zajmę się żoną i za chwilę do was dołączę.
– Będziemy musieli zabrać kilka rzeczy osobistych pana córki w celu zabezpieczenia DNA i przejrzeć zawartość komputera – dodała.