– Oczywiście – zgodził się. – Róbcie wszystko, co konieczne. Laptop powinien stać na jej biurku.
Aspirantka Sowińska ruszyła w stronę schodów jako pierwsza. Nie spieszyła się. Przymknęła delikatnie powieki, a dłoń położyła na lakierowanej poręczy i zaczęła się wspinać. Opuszki sunęły po balustradzie, natrafiając na drobne wgłębienia i rysy. Policjantka chciała poczuć atmosferę tego domu. Wychwycić to, co umyka intelektowi, ale unosi się gdzieś w powietrzu. Drewniane stopnie skrzypiały pod jej stopami. W uszach brzmiał oddech technika, który szedł tuż za nią, a nos wyczuwał subtelny zapach drewna.
Otworzyła oczy.
U szczytu schodów stał ten sam chłopak, którego wcześniej widziała w oknie. Obserwował ją z zaciekawionym wyrazem twarzy. Z bliska nie sprawiał wrażenia wyniosłego, lecz raczej przestraszonego. Rękawy bluzy miał naciągnięte na dłonie tak, że z mankietów wystawały tylko czubki palców z obgryzionymi paznokciami. Jego krótko ostrzyżone włosy odsłaniały wysokie czoło i niebieskie, skupione oczy.