Chłopak, który dorównywał funkcjonariuszce wzrostem, wskazał otwarte drzwi do pokoju i zrobił krok w tył, by przepuścić śledczych. Sowińska z Maćkowiakiem włożyli niebieskie lateksowe rękawiczki, a później weszli do środka. Weronika przystanęła w progu, próbując wyobrazić sobie dziewczynę w tej przestrzeni, zobaczyć Alicję Jarosz przy biurku, z długopisem w dłoni albo budzącą się rano w skołtunionej pościeli. Policjantka uważała, że o człowieku więcej niż słowa mówią jego drobne gesty, nawyki i to, jak zachowuje się, gdy nikt nie patrzy.
Pokój określiłaby jako schludny, co mogło wynikać z faktu, że dziewczyna od pół roku bywała w nim jedynie podczas odwiedzin u rodziców. Uporządkowany blat, zaścielone, nakryte kocem łóżko, na podłodze w rogu otwarta walizka z poskładanymi ubraniami, a na stoliku nocnym przy łóżku atlas anatomii człowieka Prometeusz. Sowińska podeszła do reklamówki stojącej pod ścianą i ostrożnie zajrzała do środka. Wewnątrz kłębiły się ubrania wymieszane z bielizną.
– To jej brudne ciuchy – wytłumaczył Kuba, który obserwował działania funkcjonariuszy z korytarza, skąd dochodziło zgrzytanie pracującej drukarki.