Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Zdezorientowany restaurator przyglądał się swojemu gościowi, wypatrując oznak świadczących o tym, że wypowiedź policjanta była jedynie niewinnym żartem i za chwilę tamten poklepie go po ramieniu, a później obaj wybuchną gromkim śmiechem, ale niczego takiego nie dostrzegł.

– No rzeczywiście – bąknął z zakłopotaniem, wycierając szmatką lepką plamę po soku do piwa pozostawioną na barze. – Musiało mi się coś pomylić.

Odsunął butelkę wyborowej z kontuaru, schował kieliszki i z wyjątkowym zaangażowaniem zaczął szorować ladę, unikając kontaktu wzrokowego z komisarzem. Tą chaotyczną krzątaniną usiłował zamaskować swoje rozczarowanie, ale tylko ślepiec nie zauważyłby jego zaciśniętych zębów i pobielałych kostek dłoni. Krzysztof Lipski również zwrócił na nie uwagę, jednak postanowił nie dolewać oliwy do ognia.

– Słyszałem, że Alicja Jarosz, córka doktora Jarosza, spędzała tu czas poprzedniego wieczoru. Widział ją pan? – zapytał, opierając przedramiona na kontuarze.