– Tak. Siedziała na zewnątrz przy ogrzewaczu z jakimiś koleżankami. – Pan Witek zagapił się na telewizor, a kiedy Atlético wbiło Villarealowi drugiego gola, uniósł pięść w geście zwycięstwa. – Zresztą była tu wczoraj dwa razy – wrócił do rozmowy. – Najpierw przyszli całą rodziną na obiad. Tam siedzieli, pod ścianą. – Wskazał na stolik w rogu sali. – Przed deserem jej ojciec podszedł do mnie i poprosił, żeby włożyć świeczki do tortu, który przynieśli. Potem odśpiewali Sto lat, ten ich chłopak porobił zdjęcia, a dziewczyna rozpakowała prezenty.
– Brzmi, jakby się dobrze bawili.
– I to jak, aż miło popatrzeć. Mnie za dzieciaka nikt nie robił takich imprez. Jak urodziny miałem, to matka dawała parę złotych cichaczem, żeby ojciec nie widział, i wysyłała do spożywczego, żebym sobie coś kupił. – Pokręcił głową z ubolewaniem, po czym otworzył zmywarkę, z której buchnęły obłoki gorącej pary. – No, ale nikt nie wybiera, w jakiej rodzinie się urodzi, co nie?
– Niestety nie – odparł funkcjonariusz i bez skrupułów zmienił temat: – A wieczorem to były z nią tylko te koleżanki czy ktoś jeszcze? Słyszałem, że jacyś nietutejsi ją zaczepiali.