Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

– A tam, od razu „zaczepiali”. Rozmawiali normalnie, jak to młodzi.

– Zna pan ich nazwiska?

– Nie, wiem tylko, że pochodzą z Sokołów. Pracownika mam z tamtych stron i on ich skojarzył – dodał wyjaśniająco. – Dzieciaki takie, pewnie w wieku tej dziewczyny. Może jeden trochę starszy.

Nagle dociekania policjanta na temat minionego wieczoru wzbudziły zainteresowanie pana Witolda. Mężczyzna przerwał wyciąganie szklanek ze zmywarki i splótł przedramiona na klatce piersiowej.

– A co pan tak o tę Jaroszównę dopytuje?

– Wyszła dziś rano z domu i nie wróciła do tej pory.

– O matko… – Właściciel pizzerii upuścił ścierkę i schylił się, żeby ją podnieść.

– To pewnie nic wielkiego, ale jej rodzice się martwią i obiecałem sprawdzić to i owo. To jak, powie mi pan coś więcej o tych chłopakach? Nagabywali ją?

– Chyba niespecjalnie – odparł, miętosząc szmatkę w rękach. – Piwko sobie pili, gadali, śmiali się, ale raczej w swoim towarzystwie. Sprawiali wrażenie, jakby się dawno nie widzieli. Jeden z nich opowiadał, że z wojska na przepustkę wyszedł, bo za chrzestnego miał u kolegi robić.

– Jak w takim razie wylądowali przy tym samym stoliku z Jarosz?

– Córka doktora ich zaprosiła.