Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

– Dochodzi siódma. O tej godzinie powinna się już zbierać na pociąg. – Bogdan Jarosz przeniósł zaniepokojony wzrok z zegarka na srebrnej bransolecie na żonę.

Oboje przemierzali pokój nerwowym krokiem. Urszula co jakiś czas przysiadała na kanapie, ściskając w palcach frędzle narzuty, po czym wstawała, jakby miejsce, którego dotknęła jej skóra, parzyło. Na powrót ruszała w swoją pielgrzymkę prowadzącą z salonu przez jadalnię aż do kuchni. Tam wstawiała w czajniku wodę, o której wkrótce zapominała. Wpatrzona w przestrzeń za oknem, z nieobecnym wzrokiem odpływała na jakiś obcy, nieznany brzeg. Była tu i jednocześnie nie istniała nigdzie. Jedynie odgłosy przychodzących na telefon wiadomości przyzywały ją do świata żyjących. Biegła wtedy po komórkę, lecz po chwili odkładała ją na ławę z rozczarowaniem malującym się na poszarzałej twarzy.