Siedemnastoletni Kuba Jarosz instynktownie skulił się z przestrachem. Jego palce ciaśniej objęły komórkę, nozdrza się rozszerzyły. Chłopak przełknął ślinę, a następnie posłał ojcu gniewne spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Po chwili jednak odwrócił głowę, jakby nie mógł znieść widoku jego zasępionej twarzy.
– Rozmawiam ze znajomymi Ali na Facebooku – wytłumaczył, zerkając na ekran smartfona, który zawibrował w jego dłoni.
Bogdan machnął ręką, podchodząc do okna z widokiem na ogród. Mrok wieczoru rozpraszały żółte punkciki żarzących się lamp solarnych. Lekarz potarł gładko ogolone policzki i ponownie spojrzał na zegarek.
– Daruj sobie, mama już do nich dzwoniła – powiedział.
– Ale mamie nie zdradzili, że wczoraj wieczorem w Vegas Alicja poznała jakichś podejrzanych kolesi. – Znacząco uniósł brwi.
Ojciec przyszpilił Kubę wzrokiem.
– Wiesz, kto to był? – zapytał.
Nastolatek pokręcił głową.
– Nikt ich nie kojarzy. Podobno nie są z Sinic. Siedzieli przy stoliku w swoim towarzystwie i dopiero później dołączyli do Alicji.