Ludzie z mgły
Izabela Janiszewska — Literatura

Siedemnastoletni Kuba Jarosz instynktownie skulił się z przestrachem. Jego palce ciaśniej objęły komórkę, nozdrza się rozszerzyły. Chłopak przełknął ślinę, a następnie posłał ojcu gniewne spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Po chwili jednak odwrócił głowę, jakby nie mógł znieść widoku jego zasępionej twarzy.

– Rozmawiam ze znajomymi Ali na Facebooku – wytłumaczył, zerkając na ekran smartfona, który zawibrował w jego dłoni.

Bogdan machnął ręką, podchodząc do okna z widokiem na ogród. Mrok wieczoru rozpraszały żółte punkciki żarzących się lamp solarnych. Lekarz potarł gładko ogolone policzki i ponownie spojrzał na zegarek.

– Daruj sobie, mama już do nich dzwoniła – powiedział.

– Ale mamie nie zdradzili, że wczoraj wieczorem w Vegas Alicja poznała jakichś podejrzanych kolesi. – Znacząco uniósł brwi.

Ojciec przyszpilił Kubę wzrokiem.

– Wiesz, kto to był? – zapytał.

Nastolatek pokręcił głową.

– Nikt ich nie kojarzy. Podobno nie są z Sinic. Siedzieli przy stoliku w swoim towarzystwie i dopiero później dołączyli do Alicji.