Mała empiria
Katarzyna Sobczuk — Literatura

W końcu zaczynamy mówić do zwierzęcia domowego głosem milszym niż do własnego dziecka. „Kogo mama kocha najbardziej?”, „Mama kocha Usia najbardziej”, „Kto jest najpiękniejszym kotem na świecie?” I znowu: „Mama kocha Usia najbardziej” – płynne przejście, w iMovie byłoby to „rozmycie”. Zasysający monolog wypowiadany pieszczotliwie, który zapewnia oparcie w codzienności – kobieca wersja starości jako zjednoczenia ze zwierzęciem, podczas gdy męską wersją jest utyskiwanie „nie zjadła”.

Z wiekiem kontakt z przyrodą niebezpiecznie się pogłębia. Można odczuć natarczywą i nieubłaganą potrzebę karmienia zwierząt. Zaczyna się niewinnie – karmimy ptaki ziarnami ze sklepu. Z czasem pojawia się potrzeba systemu. Które ptaki co lubią najbardziej? Tu nasypię słonecznika, tam pszenicy, zobaczymy, gdzie ich więcej przyleci. Obserwowanie ptaków i ten specjalny rodzaj zadowolenia – to nagroda.

Potem dochodzi kwestia mięsa. Mięsa, jak wiadomo, podobnie jak cytrusów, nie można wyrzucać do kompostu, ale starszy człowiek nie wyrzuci resztek do kosza. Może ktoś zje te kości?