Mój ojciec twierdzi, że ma w ogródku zaskrońca i jeża. Zostawia im mięsne ścinki koło kompostu i one to lubią. Zawsze słuchałam tych opowieści dosyć znudzona. Kto wie, kto zje resztki? Może mysz? A może nornica?
Przywykłam do tego, że umysł ojca wypełniają korowody małych stworzeń. Aż pewnego dnia sama wyniosłam szyję indyka i położyłam koło kompostu. Nie jestem jednak dość stara, by sprawdzić, czy ktoś ją zjadł. Ta forma ciekawości, kto ją zjadł, oraz satysfakcji, że ktoś się nią pożywił, jeszcze we mnie nie wykiełkowała.
W ogóle zmieniają się źródła satysfakcji i nakarmienie kogoś jako dobro i jako skuteczna utylizacja resztek daje przyjemność większą niż dawniej.
Ludzie w średnim wieku zwracają uwagę na pory roku i kwitnienie roślin zupełnie inaczej niż młodzi. Być może skupienie na przyrodzie jako na teraźniejszości pełni funkcję ochronną, a być może to wszystko – życie – naprawdę staje się bardziej zajmujące – misterne i kruche.