Potem nadchodzi czas wysyłania znajomym zdjęć tego, co tak pięknie zakwitło w ogrodzie. Niektórych ogarnia namiętność rozmnażania kwiatków doniczkowych. U innych pojawia się tkliwość na widok chwastów przy torach, źdźbeł trawy między płytami chodnika, nawłoci. Siła i żywiołowość obojętnej kiedyś czwartej przyrody budzą jakiś nowy zestaw uczuć. „Świetnie sobie poradziłaś, trawko”. Jakby empatia się rozlewała.
Do „młodej starości” należy moment, gdy dotychczas zdrowy człowiek zaczyna chodzić po lekarzach i, nie mogąc się z tym pogodzić, szyfruje daty wizyt w kalendarzu. Wpisuje inicjały, tajemnicze słowa, a nawet nazwę kina, gdy nie chce napisać „okulista”, „internista” – tych wszystkich słów, które przedtem nie występowały w jego słowniku.